To sztuka o pamięci i tożsamości narodowej, eksplorująca międzypokoleniowe skutki Holokaustu oraz losy żydowskiej diaspory. Choć to temat wielokrotnie poruszany w literaturze i dramacie, każdy, kto się go podejmuje, musi dziś znaleźć nową, nieoczywistą perspektywę – tak jak Edmund de Waal w „Zającu o bursztynowych oczach”, gdzie rodzinną sagę opowiedziano przez pryzmat kolekcji figurek netsuke. W omawianym spektaklu pojawiają się próby podobnego ujęcia tematu, skupione wokół nieprzetłumaczalnego pojęcia Heimat, jednak ten wątek nie jest konsekwentnie prowadzony przez całe przedstawienie. Co więcej, mimo intrygujących powiązań między szóstką bohaterów, żadna z relacji nie nabiera prawdziwej dynamiki ani nie doczekuje się satysfakcjonującej puenty. W efekcie otrzymujemy historię o dość frustrującym, niejasnym przebiegu. Otwarte zakończenia bywają atutem, lecz w tym przypadku – mimo szczerych wysiłków obsady – zabrakło materiału, który pozwoliłby nam naprawdę przejąć się losem postaci i zrozumieć, co ich ukształtowało. Najświeższe wieści z brytyjskich scen od 1999 roku.
Tim Hochstrasser
Aktualności i recenzje